Ostatnia fala upałów daje się nam mocno we znaki. Maluchy marudne i znudzone, wszyscy są wyczerpani.  Przy 35 stopniach można zapomnieć o jakiejkolwiek aktywności na świeżym powietrzu. Robimy z Lilą co możemy, żeby jakoś to przetrwać. Zasłaniamy rolety, włączamy wiatrak i staramy się mimo wszystko nie zapominać o dobrym humorze. I, co bardzo ważne, pamiętamy, aby się nawadniać. Oczywiście najlepiej wodą. Nasz pediatra od początku mówił nam, żeby nie przyzwyczajać niemowlaka do słodkich napojów, bo potem nie będzie chciał pić nic innego. Córcia ma zatem swój ukochany kubek niekapek i nawet pije z niego samodzielnie, oblewając siebie i wszystko wokół, gdyż niekapkiem to on okazał się tylko z nazwy. Ale to nic, przynajmniej jest jej chłodniej 🙂

Korzystając z momentów, gdy dziecko śpi, przeglądam Internet i wciąż natrafiam na doniesienia prasowe mówiące o zostawianiu przez rodziców swoich dzieci w samochodzie. Czytam i za każdym razem nie wierzę. Nie wierzę w głupotę, bezduszność, brak wyobraźni. Media trąbią o tym od wielu lat, nie trzeba być także geniuszem, żeby domyślić się, że w zamkniętej puszce, jaką jest samochód, robi się naprawdę niebezpiecznie. Zostawiając dziecko, czy też zwierzę, w samochodzie w gorące dni narażamy je nie tylko na utratę zdrowia. Narażamy je na śmierć. Jak można o tym zapominać? Nie mogę tego zrozumieć.

Kolejną rzeczą, niezależnie od wysokiej czy niskiej  temperatury, jest to, jak w ogóle można zostawić małe dziecko gdziekolwiek samo. Czy to w samochodzie, czy to w domu, czy to w jakimkolwiek innym miejscu. Co z tego, że tylko na chwilkę. Nawet kilkutygodniowe niemowlę, zostawione w bezpiecznym miejscu, może w bardzo krótkim czasie wpaść w poważne tarapaty.

Mam nadzieję, że fala upałów nie odbierze już nikomu więcej rozumu, a nieodpowiedzialni rodzice, o których czytamy i słyszymy, sprawią, że każdy z nas zastanowi się kilka razy zanim zrobi coś, co może skończyć się tragicznie dla jego dziecka.

Komentarz

Komentarz