Umuzykalnianie dzieci

Autorka: Małgorzata Wojciechowska

Umuzykalnianie dzieci to ostatnio bardzo popularny temat. Przed rodzicami otwierają się nowe możliwości – obok państwowych szkół muzycznych karierę robią instytucje prywatne, które pozwalają na wystartowanie z dziecięcą muzyczną przygodą w dowolnym momencie, nawet jeszcze w pieluchach. Kilka lat temu z wielu przedszkoli usunięto zajęcia rytmiczne (czego nie da się zrozumieć ani wytłumaczyć), ale istnieje kilka sposobów, dzięki którym możemy nadrobić ten muzyczny deficyt.

Oj tam, nie moja bajka…

W tym miejscu można przytoczyć wyniki szeregu różnych badań, które ukazują, jak ważny jest kontakt z muzyką w pierwszych latach życia młodego człowieka. Wiemy przecież, że im więcej pobudzających bodźców, tym lepiej dla rozwoju malucha. A kraina dźwięków pozwala nie tylko słyszeć, a słuchać. Wyobraźnia zaczyna pracować na całego, kształtują się wrażliwość i zupełnie nowa jakość postrzegania świata. Inteligencja emocjonalna to nie tylko pojęcie stworzone na potrzeby naukowców, ale ważny element, który należy kształtować od samego początku. Obcowanie z muzyką od najmłodszych lat pomaga także zachować sprawność umysłową i motoryczną na starość, ponieważ wykształcone w tym najwcześniejszym okresie powiązania nerwowe są tak ważne i silne. Zachęcam do poznawania tego tematu, nie zasłaniając się piszcząco-grającymi zabawkami – to zupełnie inna bajka. A najpiękniejsza bajka – to oczywiście bajka muzyczna. Teatry, opery i filharmonie oferują spektakle familijne, najczęściej w weekendowe przedpołudnia, ale treść przeplatana piosenkami, pełna rozmaitych efektów dźwiękowych i odgłosów natury, może dzisiaj zagościć w każdym domu z dostępem do Internetu. Nie ma więc wymówek – przy następnej okazji poszukajcie wspólnie ciekawej muzycznej bajki!

Twój głos się liczy!

Nie każda mama posiada struny głosowe wyćwiczone jak Celine Dion, ale każda mama potrafi najczulej jak tylko się da, nawet półgłosem, wyśpiewać swojemu małemu szczęściu kołysankę. To naprawdę piękny moment, który zacieśnia rodzicielską więź i po ciężkim dniu przynosi ukojenie obu stronom. Rozładowanie negatywnych emocji przydaje się bardzo często, a jeśli w bonusie otrzymamy sprawniejsze przyswajanie języka, obniżenie poziomu stresu, poprawę koncentracji i wzmocnienie więzi emocjonalnej, to nic, tylko korzystać. I śpiewać. Wskazane jest już nucenie w czasie ciąży, coby maluch nie przeżył szoku na powierzchni. 😉

Jak to jest, że piosenki jakoś tak… same z siebie zapadają w pamięć? Powtarzalna melodia i tekst szybko zaczynają żyć własnym życiem w naszych głowach. A już taki przedszkolak chłonie dziecięce dzieła i często lubi pochwalić się dziadkom i cioteczkom, jak ślicznie śpiewa. Dajmy mu tę satysfakcję nieskrępowanego poznawania uroków wystąpień publicznych, będzie mieć łatwiej na stare lata, kiedy zostanie zmuszony, aby wyjść przed grupę i cokolwiek zaprezentować.

Czego słuchać z dzieckiem?

Muzyka wpływa na samopoczucie, a samopoczucie wpływa na wybór konkretnej playlisty. W przypadku dzieci warto sprawdzić różne opcje, jednak zdaję sobie sprawę, że może nie każdy z ochotą sięgnie do baroku i czasów Jana Sebastiana Bacha… Ale! Być może włączenie od czasu do czasu Radiowej Dwójki (stacja z muzyką klasyczną) pozwoli na najszybsze usypianie pociechy w Waszej dotychczasowej karierze rodzicielskiej? Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana (i nie śpi)! 😉 Powstało też trochę płyt dedykowanych dzieciom. Polecam tu nasze polskie dobra narodowe: „Lutosławski/Tuwim. Piosenki (nie tylko) dla dzieci” Doroty Miśkiewicz i Kwadrofonik oraz  „Ten najpiękniejszy świat” Ewy Bem. Kultowe Fasolki też nie zrobią nikomu krzywdy. Ale, odpuśćcie, proszę, przynajmniej na początku: disco-polo, techno, heavy metal i inne skrajności…!

Instrument na horyzoncie

Tak, jak nie istnieje żadna granica wieku, od której już nie wypada zacząć przygody z nauką gry na instrumencie, tak też dolna granica wieku, kiedy można wystartować, praktycznie jest zniesiona. Naprawdę, istnieją na przykład mini-skrzypeczki, na których mogą zacząć grać nawet dwuletnie szkraby! Oczywiście, nie każdy nauczyciel podjąłby się takiego zadania, ale w odpowiedniej instytucji naprawdę dzieją się cuda! Nauczanie metodą Suzuki polega na przyswajaniu muzyki i nauki gry na instrumencie w taki sam sposób, jak zdobywanie umiejętności językowych. Najważniejszy jest słuch, odpowiednia ilość powtórzeń, a także współpraca z rodzicami. Placówek z wykształconymi w tym kierunku nauczycielami przybywa w naszym kraju z roku na rok – to już nie jest moda Zachodu. To my i nasze spełnianie marzeń o muzykalnym społeczeństwie. Trudno przekonywać, że każde dziecko musi – nie musi, ale może spróbować, bo jest gdzie to uczynić. Ale tutaj osobisty apel do rodziców: nic na siłę! Nie przekładajcie swoich niespełnionych marzeń na dzieci, nie ciągnijcie zapłakanych na lekcje, obserwujcie, czy dają sobie radę w grupie i czy to aby na pewno ich czas. Perfekcyjne opanowanie gry na instrumencie wymaga lat pracy i udaje się nielicznym, ale naprawdę, jest jeszcze nadrzędny cel, który osiągnąć może każdy, już od pierwszych zajęć: chodzi o czerpanie przyjemności. Jeśli na małej buzi pojawia się szczęście, kiedy gra muzyka, to warto iść za tym głosem serca.

Wiem, że byłabym zupełnie innym człowiekiem, gdyby nie to, że spędziłam tyle lat blisko dźwięków. Warto się z nimi zaprzyjaźnić, bo masz je w domu, masz je w sobie. Jeśli masz ochotę podpatrywać moje muzyczne życie, to serdecznie zapraszam Cię na moją stronę!

O Autorce: Małgosia czyli Skrzypczyni, absolwentka akademii muzycznej, dzieląca się ze światem nie tylko dźwiękami, ale i słowami. Oswaja społeczeństwo z muzyką poważną, która wcale nie zawsze jest taka poważna, jak mogłoby się wydawać 🙂

 

Komentarz

Komentarz