„To tylko klaps, klaps to przecież nie bicie, jak raz dostanie klapsa, to zapamięta, że tak nie wolno, ja też dostawałem klapsy i wyrosłem na porządnego człowieka…” Nadal niestety można usłyszeć takie wypowiedzi w różnych środowiskach. Czy klaps naprawdę nie jest biciem? Czy jest to jedna z dopuszczalnych form wychowawczych? Czy jest coś złego w tym, że od czasu do czasu dam dziecku po łapkach lub klepnę mocniej w pupę, gdy zachowa się niewłaściwie? To pytania, na które postaram się odpowiedzieć. Odpowiedzieć kategorycznie i jednoznacznie. TAK, KLAPS TO BICIE. TAK, KLAPS TO PRZEMOC. Nie ma innej odpowiedzi. Koniec. Kropka.

Gdy pracowałam jako wychowawca w zerówce, zdarzyło mi się, że jedna z dziewczynek (bardzo rezolutna i inteligentna młoda osóbka) w złości uderzyła mnie. Nie mocno, po prostu pacnęła rączką. O całym zajściu jak najszybciej postanowiłam porozmawiać z mamą Zosi (imię zmienione), aby wyjaśnić zaistniałą, niepokojącą sytuację. Mama bardzo się przejęła, przepraszała, Zosia popłakała się i w emocjonalnej rozmowie wyznała mamie: „bo ty też mnie uderzyłaś…” Mama przyznała się, że rzeczywiście w złości czasem krzyczy na dzieci, a nawet, gdy straci panowanie nad sobą, daje im klapsy. A jak mamy wytłumaczyć dziecku, że nie może bić innych, skoro sami je bijemy? Przecież ono też może stwierdzić, że wcale nikogo nie uderzyło, że to był tylko klaps. Poza tym, skoro mama i tata tak robią, to ja też mogę, w końcu to oni są dla mnie wzorem do naśladowania.

Bite dzieci nie uczą się samokontroli, nie uczą się odróżniać, co jest dobre, a co złe. Uczą się tylko i wyłącznie tego, jak unikać bólu i upokorzenia. Krótkotrwałym i doraźnym skutkiem uderzenia dziecka może być chwilowe posłuszeństwo, wynikające ze strachu. Skutki długotrwałe to zachowania aspołeczne, w tym przemoc i agresja. Bijąc uczymy, że problemy rozwiązuje się za pomocą siły, a rację ma ten, kto jest silniejszy. Badania jednoznacznie wykazują, że klapsy nie są skuteczną metodą wychowawczą (w ogóle moim zdaniem nie powinny być nazywane metodą wychowawczą), dzieci, wobec których stosowana jest przemoc, częściej biją innych, szczególnie tych młodszych i słabszych.

Dorośli biją dzieci wtedy, gdy są sfrustrowani, nie wiedzą co zrobić i tracą panowanie nad sobą. Biją, bo sami prawdopodobnie byli bici. Jednak to nie jest problem dziecka, to osoba dorosła powinna pracować i panować nad sobą.

Płakać mi się chce za każdym razem, gdy czytam o przypadkach przemocy wobec dzieci, a już w szczególności niemowląt. Nie rozumiem, jak można krzywdzić te bezbronne, w pełni zależne od nas istoty. Ktoś może mi zarzucić, że stawiam „niewinne” klapsy na równi z bestialstwem i niewytłumaczalnym okrucieństwem. Uważam, że mam do tego prawo, ponieważ istnieje bardzo cienka granica między klapsem, a znęcaniem się nad dzieckiem.

A co w sytuacji, gdy ten jeden raz stracimy panowanie? Gdy dojdzie do klapsa? Nie pozostaje nam nic innego, jak przeprosić dziecko i na spokojnie wytłumaczyć mu, dlaczego zachowaliśmy się w ten sposób, co nas do tego sprowokowało i co wtedy czuliśmy. Należy zrobić wszystko, aby do takiej sytuacji więcej nie doszło. Pamiętajmy, że zachowanie dziecka nigdy nie jest wytłumaczeniem dla przemocy.

I na koniec, chciałabym poprosić Was, abyście reagowali. Gdy widzicie, że ktoś  krzywdzi dziecko, zwracajcie uwagę, nie przechodźcie obojętnie. Bo może, gdy nie będzie akceptacji społecznej takiego zachowania, a świadomość ludzi będzie się zwiększać (świadomość, jak wielką krzywdę wyrządza się dziecku poprzez bicie), zjawisko to zacznie zanikać. Pamiętajmy słowa Korczaka: „Nie ma dzieci – są ludzie.” Dziecko ma takie samo prawo do szacunku jak osoba dorosła.

Komentarz

Komentarz