Moja córka od kilku dni marudzi. Marudzi cały czas. Bez przerwy. Krzyczy, złości się o byle co. Gdy płacze, nie jest to płacz smutnego dzidziusia, lecz wściekłego bobasa. Słuchając tego przez cały dzień można czuć się źle. Nawet bardzo. Boli mnie głowa, ona marudzi. Jestem zmęczona i niewyspana, ona marudzi. Jestem głodna, nie mam czasu zjeść, ona marudzi. Wtedy w środku czasem wzbiera złość. Coraz większa i większa, gdy próbuję coś zrobić, a ona dalej marudzi, wydawałoby się bez powodu. Nie wiem, czy to ząbkowanie, skok rozwojowy, czy po prostu ból istnienia. Patrzę wtedy na to moje cudo i uświadamiam sobie, że ma tylko 8 miesięcy. Że inaczej nie umie. Że może nie rozumie, co się dzieje z jej maleńkim ciałkiem. Boi się, bo jest umysł zaczyna dostrzegać coraz to nowsze rzeczy i powiązania między nimi. Targają nią różne emocje, z którymi sobie nie radzi. Nie potrafi powiedzieć: „mamo, daj mi coś przeciwbólowego, bo ząb mi rośnie i strasznie boli”. Ani „mamo, przytul mnie, bo jestem smutna”. Ani „mamo, pobaw się ze mną, weź mnie na spacer, daj mi jeść, daj mi pić, zmień pieluszkę…” Komunikuje się tak, jak potrafi. A ja, jako matka, muszę dołożyć wszelkich starań, aby te komunikaty odczytać. I wtedy mija cała złość, znika, jakby jej nigdy nie było. Biorę moje dziecko w ramiona, przytulam je mocno i mówię mu, że je kocham. A następnie staram się rozwiązać problem, sprawić, że przestanie marudzić chociaż na chwilkę i może nawet usłyszę ten najcudowniejszy dźwięk na świecie, jakim jest jej śmiech. Żadna matka nie jest idealna, mamy prawo być smutne, złe, mieć gorszy dzień. Ale pamiętajmy, że niemowlę nigdy nie robi nam na złość, nie chce nam dopiec ani sprawić przykrości. Ono chce tylko wyrazić swoje potrzeby, aby zostały zaspokojone. Podchodźmy do niego z miłością, cierpliwością i szacunkiem, a nauczy się komunikować swoje potrzeby, nazywać emocje oraz uwrażliwi na potrzeby i emocje innych ludzi.

Komentarz

Komentarz