Kochane Mamy! Ideały nie istnieją. Każda z nas boryka się z jakimiś problemami, większymi czy mniejszymi. Ale każda z nas poradzi sobie z nimi, bo mamy super moc – jesteśmy Mamami 😉 Robimy to, co najlepsze dla naszych dzieci dzięki miłości, która prowadzi nas w odpowiednim kierunku. Wsłuchujmy się w swoje dzieci i ufajmy swojemu instynktowi, nie przejmujmy się niesprawiedliwymi uwagami, cieszmy każdym sukcesem, a porażki odbierajmy jako lekcje, dzięki którym możemy dowiedzieć się czegoś nowego. Oto historia pewnej młodej mamy, która musiała się tego nauczyć 😉
Była sobie raz dziewczyna, która bardzo pragnęła mieć dziecko. Miała szczęście, bo jej ukochany też tego pragnął, więc wkrótce okazało się, że jest w ciąży. Dzień, w którym zobaczyła dwie kreski na teście ciążowym był jednym z najpiękniejszych w jej życiu. Zamykała oczy i widziała siebie z pięknym, wielkim brzuchem (oczywiście bez rozstępów) wyginającą z gracją ciało w różnych pozycjach jogi. Widziała poród (tylko naturalny!) będący mistycznym, nieziemskim przeżyciem, którego zwieńczeniem jest powitane ślicznego, różowego bobaska. Widziała błogość malującą się w oczach dziecięcia podczas gdy ona karmi je piersią. Oczywiście ładnie ubrana, uczesana, uśmiechnięta, skupiona tylko na dziecku, w wysprzątanym mieszkaniu pachnącym domową szarlotką i pysznym obiadem. Gdy tylko maleństwo zapłacze, ona zaśpiewa mu magiczną, cudowną kołysankę, na co ono w odpowiedzi zaśnie ukojone w jej ramionach. W jej życiu w zasadzie nic się nie zmieni poza tym, że dojdzie nowy, cudowny członek rodziny, który momentalnie dopasuje się do niej i jej męża niczym mały, śliczny, lukrowany puzzelek.
Styczeń
Kochany Pamiętniczku! Jak wspaniale jest być w ciąży! Stworzyć życie, które rośnie we mnie i napełnia mnie miłością. Przede mną 9 cudownych, niepowtarzalnych miesięcy! Nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę moje Maleństwo!
Luty
Coś jest nie tak… Żadnych ćwiczeń, koniec pracy, dużo odpoczynku. Leżę, leżę, leżę, płaczę, leżę, płaczę, dlaczego ja ciągle płaczę?
Marzec
Leżę, płaczę, śpię, jem, leżę, płaczę, śpię, jem, leżę, płaczę, śpię, jem. Hmm, to co mam dzisiaj w planach? Ach tak, leżę, płaczę, śpię, jem. A do tego jeszcze te migreny. Oczywiście uparłam się, że nie wezmę paracetamolu przez cały pierwszy trymestr. A co, z bólu też można sobie popłakać.
Kwiecień
Moje urodziny. Wspaniale. Mąż tak mnie wystraszył żartem prima aprilisowym, że płaczę, a potem jeszcze bardziej płaczę, bo boję się, że gdy płaczę, to szkodzę dziecku.
Maj
Uff, najgorsze za mną. Powoli staję na nogi, bo przecież drugi trymestr to najwspanialszy okres ciąży, czyż nie? Ale oczywiście dalej płaczę – bo mąż zjadł ostatniego pieroga, bo ja zjadłam cukierek z alkoholem (uwaga – JEDEN!), bo przez parę dni brałam nieświadomie trochę większą dawkę witaminy D, bo on trochę krzywo spojrzał – a nie, wydawało mi się, ale i tak płaczę. AAA, TO DZIEWCZYNKA 😀 😀 😀
Czerwiec
Jestem głodna! Mam siłę, energię, ćwiczę, gotuję i znowu jem, bo przecież jadłam już ponad godzinę temu!
Lipiec
Ciężko, gorąco, ale to nic, chodzimy razem do szkoły rodzenia, mamy już nawet plan porodu. Wszystko będzie dobrze!
Sierpień
„Stoi na stacji lokomotywa, ciężka, ogromna i pot z niej spływa…” Ale przynajmniej nie mam rozstępów.
Wrzesień
Nie mam rozstępów? Ja nie mam rozstępów? Nie widzisz?! Tu, tu, i tu, i jeszcze tu! Nie oszukuj mnie, że ich nie widać!!!
Planowy dzień porodu i nic… Godziny spędzone w szpitalu podczas oczekiwania na badania. Dzidzia zdrowa, a ja się już ledwo toczę. Podejrzenie cholestazy. A jednak fałszywy alarm. USG. Lekarz z kamienną twarzą bada mnie i oznajmia, że jest jakiś problem. Potem długo milczy. Gdy w końcu odzywa się okazuje się, że plan porodu do niczego mi się nie przyda. Wieczorem mam wrócić do szpitala, a jutro cesarskie cięcie.
Październik
Nareszcie jesteś! A jednak to dzisiaj jest najpiękniejszy dzień mojego życia. Kocham Cię, kocham Cię, kocham Cię najmocniej na świecie! Jesteś najśliczniejszym bobaskiem, jakiego w życiu widziałam. Razem ze wszystkim sobie poradzimy, a ja mam tyle siły, że góry mogę przenosić!
Dziecko nie chce jeść. Krzyczy i płacze podczas każdej próby karmienia. Brakuje mi pokarmu. Piątego dnia pobytu w szpitalu położne poddały się i kazały kupić butelkę. Maleństwo nareszcie się najadło. Trudno. Popróbujemy dalej w domu.
Córcia dalej nie chce ssać piersi, chociaż mleko się pojawiło. To nic. Poradzimy sobie z laktatorem.
Baby blues. Kolki. Dziecko płacze, ja płaczę, dobrze, że mąż się trzyma. Laktator nie działa, model ręczny został wymyślony przez sadystę, pralka się popsuła, podgrzewacz do butelek też. Plecy od ciągłego siedzenia z laktatorem bolą. Jestem okropną matką, moje dziecko zasługuje na kogoś lepszego, nie radzę sobie. Ciemno, zimno , strasznie, ja chcę moje dawne życie!
Listopad
Dzień za dniem, dzień za dniem… O proszę, a jednak jakoś sobie we dwie radzimy. Czy ja widziałam pierwszy świadomy uśmiech czy mi się wydawało?
Grudzień
Pierwsze wspólne Święta Bożego Narodzenia. Mąż staje na głowie, żeby wszystko się udało. Mamy wielką choinkę, prezenty, śpiewamy kolędy, ja mniej płaczę i chyba jednak nie jestem taką beznadziejną mamą…
Styczeń/luty/marzec/kwiecień…
A zatem tak to jest być mamą. Mam cudowną, śliczną córeczkę, którą kocham najmocniej na świecie i życia sobie już bez niej nie wyobrażam. I wiecie co? Bardzo dobrze sobie radzę! Moje życie nie ma nic wspólnego z wyidealizowanym i przesłodzonym obrazem macierzyństwa, a mój brzuch nadal nie jest płaski, ale i tak jest cudowne. Pojawiło się trochę problemów, ale wiem, że sobie z nimi poradzimy. Mamy siebie i czujemy się pełną, szczęśliwą rodziną. Nie oddałabym mojego Maleństwa za żadne skarby świata!

Komentarz

Komentarz